Poprzedni temat «» Następny temat
Metal
Autor Wiadomość
Adrian1234 





Wiek: 36
Dołączył: 02 Sie 2015
Posty: 4928
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2021-08-21, 21:32   

Between The Buried And Me "Colors II" (7/10)
Jedenasta płyta amerykańskiego zespołu, którego muzykę ogólnie można określić jako progressive technical death metal przy czym w swojej twórczości w ciągu wielu lat działalności zwykle stosowali elementy wielu innych gatunków: na pierwszych płytach głównie deathcore, metalcore i mathcore a na dalszych częściej avant-garde metal, alternative metal, progressive rock i electronic rock a ponadto nieraz sięgali po klasyczne instrumenty jak gitara akustyczna, akordeon czy fortepian. Generalnie dominuje u nich cięższe granie co jednak zaczęło się zmieniać na wydanym w 2015 roku Coma Ecliptic gdzie ilość czystych wokali znacznie się zwiększyła a do tego sama muzyka uległa pewnemu uproszczeniu, co się następnie pogłębiło na obu częściach Automata gdzie styl zespołu zaczął mieszać się ze stylem solowych płyt ich wokalisty Thomasa Gilesa, który siedzi w klimatach progressive rock i electronic rock. Zespół postanowił nazwać nową, nadchodzącą płytę Colors II co jednoznacznie sugerowało kontynuację jednej z najlepszej pozycji w ich dyskografii, jednak jakoś nie mogłem w to za bardzo uwierzyć gdyż zespół zdążył już pójść nieco inną drogą a zapowiedzi powrotów do dawnego brzmienia często się nie udają. Singiel "Fix The Error" tylko zwiększył moje obawy ponieważ z jednej strony przypominał marną kopię ich stylu a z drugiej pojawiły się elementy gatunku jazz fusion, którego zdecydowanie nie lubię. Na szczęście kiedy album już wyszedł i zacząłem go słuchać szybko okazało się, że wspomniany singiel jest najgorszym utworem a pozostałe prezentują się dużo lepiej. Śmiało mogę stwierdzić, że cel zespołu został osiągnięty a Colors II faktycznie jest powrotem do dawniejszego, cięższego, bardziej technicznego i bardziej zróżnicowanego grania a klimat Colors został tu odtworzony (jednak poziom już nie do końca ale o tym zaraz). Utwory mają różną długość jednak dominują dłuższe i na dwanaście znajdujących się tutaj, jedynie cztery mają mniej niż cztery minuty a kolejne cztery ma więcej niż osiem minut, warto też wspomnieć iż to najdłuższa płyta w dyskografii, trwająca 1:18:48. Tradycyjnie już dla nich tracki są nieschematyczne więc nie ma co się tu doszukiwać typowego podziału na zwrotki i refreny a do tego są różnorodne z częstymi zmianami tempa, ciężaru a nawet przeskokami po gatunkach gdyż np. po technical death metalowym fragmencie może nastąpić przejście w progresywny rock. Zalet jest tu sporo jednak w przeciwieństwie do pierwszego Colors, które oceniłem na dziewiątkę, tym razem nie obyło się bez pewnych wad. W utworach trafiają się pewne dłużyzny: czasem jakiś motyw zostaje zapętlony, innym razem niepotrzebnie zostaje wstawiona jakaś melodyjka lub też pojawiają się wspomniane wcześniej elementy jazz fusion, które wiążą się z kilkunastosekundowym przymulaniem i przynudzaniem (najwięcej tego we wspomnianym singlu ale gdzie indziej też się czasem trafia). Za wadę również można uznać samą długość całego materiału gdyż przy tak dużej różnorodności i skomplikowaności, płyta miejscami męczy uszy i się dłuży. Oczywiście tutaj ważna jest kwestia osłuchania się i przetrawienia jej trudnej zawartości gdyż sam zauważyłem iż z każdym kolejnym odsłuchem odbieram Colors II lepiej, więc możliwe, że z czasem moja ocena może jeszcze wzrosnąć.
https://www.youtube.com/w...SumerianRecords

Enemy Inside "Seven" (7/10)
Druga płyta niemieckiego zespołu wykonującego alternative metal. Muzyka wykonywana na debiucie (ocenionym przeze mnie na dziewiątkę) była lekka i prosta jednak przy tym chwytliwa, wpadająca w ucho ale nie przesłodzona a wokalistka cechowała się bardzo ładnym głosem. Tegoroczny Seven ma te same cechy, jednak utwory ogólnie nie są aż tak dobre a miejscami trochę zalatują popem choć dla zachowania równowagi kapela gdzieniegdzie dodać po kilka sekund lekkich screamów (dwa razy kobiece i raz męskie). Ciekawostka: zespół ma w zwyczaju na końcu płyty dawać cover, dawnego popowego kawałka i tak na debiucie był to "Summer Son" autorstwa Texas a tym razem "Crush" wykonywane oryginalnie przez Jennifer Paige.
https://www.youtube.com/w...OFANGELSRECORDS

Evile "Hell Unleashed" (4/10)
Piąta płyta brytyjskiego zespołu wykonującego thrash metal. Początkowo grupa nazywała się Metal Militia i zajmowała się coverowaniem wczesnych utworów Metallica jednak po zmianie nazwy zaczęli już tworzyć własny materiał w którym jednak mocno było słychać inspirację zespołami Metallica i Slayer a ich wokalista Matt Drake miał barwę głosu zbliżoną do Jamesa Hetfielda oraz śpiewał w podobny sposób. Debiut był raczej średni jednak każda kolejna płyta była lepsza od poprzedniej i wyraźnie było widać iż muzycy się ciągle rozwijają aż nagle w 2013 roku nastała długa cisza... po czym w tym roku powrócili z nową płytą. Niestety okazało się, że Matt Drake odszedł a jego miejsce na stanowisku wokalisty zajął jego brat, Ol Drake który to dotychczas był głównym gitarzystą. Szybko wyszło na jaw, że talent wokalny nie jest cechą rodzinną gdyż jego głos jest zupełnie typowy, nijaki i bez wyrazu a do tego nawet nie stara się nadrobić tego stosowaniem różnych form wokalu, tylko cały czas jedzie monotonnym screamem. Jak to zwykle bywa po zmianie wokalisty, pozostali członkowie zespołu zaczęli grać pod jego możliwości a więc instrumentalnie również nastąpiły zmiany na gorsze i tak jak dawniej dużo się działo to teraz postawili na prostotę, szybkość i powtarzanie schematów w wyniku czego wprawdzie płyta jest cięższa niż poprzednie ale utwory są bardzo do siebie podobne przez co szybko nudzą. Podsumowując, Hell Unleashed to jakieś nieporozumienie: gdyby zakończyli karierę w 2013 roku zostaliby zapamiętani jako zespół, który odszedł gdy był u szczytu swoich możliwości jednak ktoś postanowił to ciągnąć dalej, reanimując Evile, tworząc tym samym jakiegoś potworka, który brzmieniowo i jakościowo nie przypomina tego czym był dawniej. Wcześniej byli ciekawym zespołem, wprawdzie mocno kojarzącym się z innym, bardziej znanym jednak ze swoim własnym stylem, za to teraz stali się zwyczajnie nijacy, podobni do setek innych w gatunku.
https://www.youtube.com/w...l=NapalmRecords

Ex Deo "The Thirteen Years of Nero" (6/10)
Ex Deo zostało założone w 2008 roku przez wokalistę kanadyjskiego death metalowego zespołu Kataclysm a charakterystyczną cechą utworzonej grupy jest obracanie się wokół stylistyki cesarstwa rzymskiego co widać w tytułach utworów, ich tekstach, teledyskach i image'u muzyków. ich muzykę można określić jako symphonic melodic death metal z elementami death metalu (z wyjątkiem drugiej płyty na której to death metalu jest więcej niż melodeathu) za to tym razem po raz pierwszy pojawiły się, wyraźnie wyczuwalne wpływy black metalowe a styl został wzbogacony o pojawiające się od czasu do czasu skrzeczane wokale. Jeśli chodzi o poziom muzyki to po drugiej płycie i kilkuletniej przerwie postanowili ograniczyć symfoniczne wstawki a jednocześnie jakby skończyły im się oryginalne pomysły przez co przestali wybijać się z tłumu i niestety na nówce, pomimo tych drobnych eksperymentów z black metalem jakość zbytnio się nie zwiększyła. Najlepiej prezentuje tu się utwór Boudicca (Queen of the Iceni) w którym gościnnie wystąpiła Brittney Slayes z Unleash The Archers i może właśnie tego im brakuje: stałego drugiego, kobiecego wokalu bo sam wokal Maurizio Iacono jest trochę zbyt monotonny, oprócz tego oczywiście powinni powrócić do większej ilości wstawek symfonicznych. Generalnie The Thirteen Years of Nero jest też nierówne: pierwsze cztery utwory są bardzo dobre ale potem już robi się mało ciekawie i zaczyna wiać nudą i powtarzaniem schematów.
https://www.youtube.com/w...l=NapalmRecords

Jinjer "Wallflowers" (7/10)
Czwarta płyta ukraińskiego zespołu. Początkowo tworzyli mieszankę groove metal i progressive metalcore jednak przy okazji ostatniej płyty postanowili nieco wzbogacić brzmienie o elementy math metalu i czystszego progressive metalu co okazało się doskonałym pomysłem, który zaowocował powstaniem najlepszej, najbardziej zróżnicowanej i najdojrzalszej płyty jaką wydali. Jeśli chodzi o Wallflowers to zrobili tu mały krok wstecz, znaczy progressive metal i math metal również tutaj występują ale jest ich już mniej a same utwory też nie są tak dobre jak ostatnio przez co po ostatniej ósemce powrócili do swojej typowej oceny czyli siódemki. W kwestii wokalu to tradycyjnie możemy tu uświadczyć dużej ilości niskich screamów Tatiany oraz jej czystych wokali przy czym ilość tych drugich, z płyty na płytę trochę się zwiększa. W sumie to zawsze obniżałem im oceny ze względu właśnie na wokal ponieważ wprawdzie wokalistka jest utalentowana to jednak jakoś nigdy nie mogłem się w pełni przekonać do jej barwy głosu, a poza tym z muzyce kapeli od zawsze (z wyjątkiem albumu Makro) zdarzają się monotonne, wtórne momentów, które najczęściej pojawiają się podczas dłuższych screamowanych partii wokalnych.
https://www.youtube.com/w...l=NapalmRecords

Leprous "Aphelion" (6/10)
Siódma płyta norweskiego zespołu. Początkowo wykonywali progresywny metal przy czym z tych lżejszych, na granicy z progresywnym rokiem podobnie jak to ma się w przypadku np. Tool, Soen, Haken, Voyager czy Vuur czyli w zasadzie wyłącznie z czystym wokalem (choć od czasu do czasu zdarzały się skrzeczane wokale). Od krążka Malina wykonali większy krok w stronę progresywnego rocka a na poprzedniczce czyli Pitfalls już całkowicie się na niego przerzucili i tą drogą nadal podążają na Aphelion. Podobnie jak ostatnio objawia się to w postaci bardziej stonowanych gitar ukrytych pod wokalem, basem, elektroniką i perkusją, które tylko gdzieniegdzie wychodzą na pierwszy plan, natomiast same utwory są jeszcze spokojniejsze i lżejsze niż dawniej a dodatkowo zespół zaczął dość często korzystać z klasycznych instrumentów jak gitara akustyczna, fortepian, skrzypce czy wiolonczela. Niestety na tym podobieństwa się kończą gdyż na nówce trochę zabrakło największej zalety ostatniej płyty czyli klimatu, którym skutecznie nadrabiali niedobory mocniejszych elementów a poza tym sam poziom utworów też tym razem jest zauważalnie niższy. Wychodzi na to, że podobnie jak wielu innych, padli ofiarą własnych eksperymentów: chcieli spróbować swych sił w lżejszym graniu i początkowo dobrze im szło ale idąc dalej zawędrowali za daleko, do momentu gdy zaczęli tworzyć zwykły, progresywny rock a dosyć dobrą ocenę zawdzięczają dobrym czterem utworom oraz pozostałościami klimatu jaki towarzyszył im dawniej, które można znaleźć w pozostałych. Ogólnie, niestety nową płytę można określić jako najgorszą w dyskografii. W ostatnim tracku, pod sam jego koniec, znalazło się trochę skrzeczanych wokali co przywodzi na myśl ich najlepsze, środkowe albumy i mam cichą nadzieję, że są one zapowiedzią powrotu do dawniejszego brzmienia w przyszłości bo najwyraźniej eksperyment z łagodnieniem wymknął im się spod kontroli.
https://www.youtube.com/w...nsideOutMusicTV

White Stones "Dancing Into Oblivion" (7/10)
Drugi album hiszpańskiego zespołu założonego przez dobrze znanego dzięki występom w Opeth, basistę Martína Méndeza, który tutaj dodatkowo pełni funkcję gitarzysty. Powiązania ze szwedzkim gigantem można się łatwo domyślić po brzmieniu gdyż White Stones kojarzy się z tym z macierzystego bandu muzyka z ich ostatnich płyt. W przeciwieństwie do obecnej twórczości Opeth tutaj utwory są krótsze i pozbawione złagodzeń jednak główna różnica leży w wokalu, który stanowią same growle. Gatunek jaki wykonują można określić jako progressive death metal przy czym tak dokładnie to instrumentalnie progressive metal a wokalnie death metal. Wyróżniają się unikalnym brzmieniem a tym czym się cechują jest: nieschematyczność, ciężar, który jednak jest poukładany, solówkami gitarowymi oraz brakiem death metalowej brutalności, chaotyczności, blastów i szybkości. Podsumowując: muzyka na pewno oryginalna oraz dobra ale jednak nie mogę dać wyższej oceny bo czegoś mi tu ciągle brakuje i nie przekonuje całkowicie gdyż jak na death metal mogłoby być trochę ciężej a jak na progressive metal wokal mógłby być bardziej różnorodny. Osoby czytające mój zeszłoroczny ranking płyt mogą zauważyć, że większość mojego opisu przekopiowałem właśnie stamtąd a zrobiłem to ponieważ zwyczajnie nowa płyta jest praktycznie w tym samym stylu i jakości co debiut (jedyna różnica to odrobinę więcej progresywnych elementów niż ostatnio), wraz ze wszystkimi zaletami i wadami więc nie było sensu pisać czegoś nowego ale bardzo podobnego.
https://www.youtube.com/w...earBlastRecords
_________________

 
 
Adrian1234 





Wiek: 36
Dołączył: 02 Sie 2015
Posty: 4928
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2021-09-12, 12:52   

A Pale Horse Named Death "Infernum in Terra" (6/10)
Czwarta płyta zespołu z USA. Założycielem jest Sal Abruscato czyli były członek Type O Negative i z łatwością można zauważyć, że brzmienie przypomina to z jego poprzedniej grupy. Początkowo łączyli gothic doom metal ze stoner metalem jednak już na drugiej płycie ilość tego drugiego został zmniejszony a na trzeciej już praktycznie w ogóle go nie było, tym razem jednak postanowili dokonać powrotu do korzeni w związku z czym stoner metal ponownie jest bardzo mocno wyczuwalny. Mam w związku z nimi dość mieszane uczucia gdyż w pierwszej chwili brzmią dobrze z wolnym, dość chropowatym ale przyjemnym czystym wokalem, któremu towarzyszy gitarowe tło z wyrazistym basem jednak szybko wychodzi największa wada kapeli w postaci monotonii gdyż w ich muzyce bardzo niewiele się dzieje a utwory są mocno podobne do siebie. Występuje tu w zasadzie jeden rodzaj wokalu utrzymany w jednym tempie i jedynie od czasu do czasu następuje jakaś drobna zmiana tempa czy przejście w scream. Instrumentalnie nie jest lepiej dlatego pisałem, że gitary w zasadzie tworzą dosyć jednostajne tło a jedynym urozmaiceniem są solówki. Podsumowując: słuchając pojedynczych utworów można wywnioskować, że to ciekawa, całkiem oryginalna muzyka jednak z powodu stale towarzyszącej im monotonii, całe płyty dość szybko zaczynają nudzić przez co ich oceny w moich rankingach, ciągle trzymają się blisko granicy pomiędzy sześć a siedem.
https://www.youtube.com/w...PVEntertainment

Alien Weaponry "Tangaroa" (5/10)
Zespół pochodzi z Nowej Zelandii i założyło go w 2010 roku dwóch braci: Henry (perkusja) i Lewis de Jong (wokal i gitara) mających wówczas kolejno 10 i 8 lat. Na debiucie wydanym w 2018 roku mieli kolejno 18 i 16 lat a styl ich kapeli można było określić jako thrash metal z wpływami alternative metalu, jednak tym co ich wyróżniało z tłumu było stosowanie elementów etnicznych w postaci plemiennych okrzyków i miejscami specyficznych instrumentów a do tego klimatu dodawała warstwa tekstowa w połowie po maorysku. Na Tangaroa postanowili poeksperymentować z metalem progresywnym, do tego stopnia, że teraz spokojnie można ich muzykę określać jako progressive thrash metal przy czym bardzo często to właśnie metal progresywny dominuje. I tutaj pojawia się największa wada albumu: jak wiadomo metal progresywny charakteryzuje się z jednej strony różnorodnym, nieschematycznym graniem ze zmianami tempa ale z drugiej strony tendencją do występowania w nim przymulastych, nudnych dłużyzn, no i niestety na Tangaroa wad gatunku jest więcej niż zalet. Muzyka stała się jakaś taka wolna a utwory sztucznie powydłużane poprzez powstawianie pozapętlanych momentów, praktycznie też zrezygnowali z solówek, których kiedyś było u nich sporo. Co do wokalu to podobnie jak na debiucie jest dość zróżnicowany od screamów po czyste wraz ze stosowaniem plemiennych okrzyków oraz tekstami będącymi mieszanką angielskiego i maoryskiego przy czym tak po prawdzie to wokal u nich nigdy nie był szczególnie dobry co się nie zmieniło. Podsumowując: nówka jest typowym przykładem nieudanego eksperymentu a zaczerpnięcie z metalu progresywnego głównie jego wad zaowocowało powstaniem nijakiego, mocno średniego albumu, który szybko nudzi i się dłuży, szczególnie, że cały materiał trwa aż godzinę.
https://www.youtube.com/w...l=NapalmRecords

Chrome Waves "The Rain Will Cleanse" (7/10)
Na wydanym dwa lata temu debiucie wykonywali klimatyczny post-black metal z wpływami post-metalu i z przewagą skrzeczanych wokali, na zeszłorocznym krążku czystych wokali i post-metalu było dużo więcej jednak na tegorocznym albumie postanowili wprowadzić drastyczniejsze zmiany w obranym przez siebie kierunku. Na The Rain Will Cleanse zdecydowanie złagodnieli gdyż zaczęli grać muzykę z pogranicza post-rocka i post-metalu, stawiając tym razem na klimat i praktycznie rezygnując ze skrzeczanych wokali, które zostały ograniczone do jednego utworu w którym to też pojawiają się od czasu do czasu. Krótko pisząc wszystkie utwory są lekkie, wolne, z wybijającą się na pierwszy plan perkusją oraz delikatnymi czystymi wokalami (oprócz wspomnianego ostatniego utworu) kojarzącymi mi się chwilami z Chino Moreno z Deftones. Z jednej strony eksperyment można uznać za dobry gdyż cały materiał jest klimatyczny, dobrze dopracowany i przemyślany a płyty słucha się przyjemnie jednak z drugiej strony trochę brakuje mi tu dawnej różnorodności i mocniejszych elementów.
https://www.youtube.com/w...orderrecordings

Replicant "Malignant Reality" (7/10)
Druga płyta zespołu z USA. Wykonują progressive death metal przy czym tak jak na debiucie bardziej koncentrowali się na death metalu to tym razem przyłożyli się bardziej do części progresywnej dzięki czemu w utworach więcej się dzieje, są bardziej rozbudowane, pojawiają się w nich zmiany tempa oraz prezentują się lepiej od strony technicznej. Wokalnie też się trochę rozwinęli i można tu usłyszeć różne growle a nawet coś przypominającego czyste wokale przy czym są one bardzo specyficzne, lekko podkrzykiwane, jakby nawiedzone. Ogólnie zastosowane zmiany były dobrym pomysłem gdyż teraz grają po prostu ciekawiej oraz bardziej wyróżniają się z tłumu choć nie obyło się bez pewnych wad, które występowały już na debicie: w utworach zdarzają się monotonne fragmenty a growle miejscami są mało zrozumiałe.
https://www.youtube.com/w...endingObscurity

Signs of the Swarm "Absolvere" (4/10)
Czwarta płyta deathcoreowego zespołu z USA. Na zespół zwróciłem uwagę dzięki charakterystycznemu logo https://www.metal-archive...6_logo.jpg?3610 , poza tym, po sprawdzeniu zeszłorocznej, genialnej płyty zespołu Lorna Shore, postanowiłem sprawdzić jak ich nowy wokalista (obecnie już były), CJ McCreery radził sobie w swoim wcześniejszym bandzie, którym był właśnie Signs of the Swarm. Szybko się jednak okazało, że to przykład zupełnie typowo grającej kapeli, których najlepsza płyta z trudem dociągnęła do 7/10 za to tegoroczny Absolvere jest najgorszą w dyskografii gdyż większość utworów jest mocno wtórna i nijaka a dodatkową wadą jest mało zrozumiały, nudny wokal. Niby próbowali się ratować drobnym eksperymentowaniem: w kilku utworach występują wstawki progresywnego metalu, w dwóch trafiło się trochę czystego wokalu, w kolejnym przez chwilę słychać pianino a w jeszcze innym pojawiły się hardcore'owe wokale jednak po pierwsze tych ozdobników jest zwyczajnie za mało by wywrzeć naprawdę pozytywny efekt a po drugie ozdobniki nic nie dadzą jeżeli sama muzyka prezentuje zwyczajnie niski poziom.
https://www.youtube.com/w...ueLeaderRecords

Spiritbox "Eternal Blue" (7/10)
Kanadyjski zespół, który początkowo, na EPce wykonywał muzykę z pogranicza progressive metalcore i djent, jednak teraz na swoim debiutanckim albumie nieco zmodyfikowali brzmienie, jednocześnie je urozmaicając. Nadal podstawą jest progressive metalcore jednak ilość djentu została zmniejszona na rzecz alternative metalu po czym muzycy dorzucili tu jeszcze trochę elektronicznych wstawek i elementy popu. Generalnie więc brzmienie uległo złagodzeniu choć z drugiej strony, dla równowagi gdzieniegdzie grają ciężej niż wcześniej a oprócz screamów i czystych wokali, zaczęły pojawiły się growle. Eternal Blue jest dosyć nierówne przez co wywołuje trochę mieszane uczucia: najmocniejszą stroną są bardziej techniczne i mocniejsze utwory jednak gorzej wypada w tych ze zbyt dużą ilością alternatywnego metalu, które już bywają mało ciekawe, choć i je trochę ratuje ładny głos ich wokalistki Courtney LaPlante. Ciekawostka: spore różnice pomiędzy utworami są spowodowane tym, że powstawały w dość sporych odstępach czasu i tak niektóre single pojawiały się ponad rok temu podczas gdy inne są tegoroczne. Teraz dam dwa utwory pokazujące różne oblicza zespołu:
https://www.youtube.com/w...nel=riserecords
https://www.youtube.com/w...=PaleChordMusic
_________________

  
 
 
Adrian1234 





Wiek: 36
Dołączył: 02 Sie 2015
Posty: 4928
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2021-10-12, 19:02   

Clouds "Despărțire" (7/10)
Szósta płyta brytyjskiego zespołu wykonującego doom metal przy czym tak właściwie to w swojej twórczości łączą atmospheric doom metal z funeral doom metalem. Jeszcze dokładniej to warstwa instrumentalna jest wolna, dość melodyjna, w zasadzie bez naprawdę ciężkich, wgniatających w fotel riffów za to z wykorzystaniem skrzypiec i pianina. Bardzo często towarzyszy temu, spokojny, łagodny męski wokal (kojarzący mi się mocno z głosem Mikko Kotamäki ze Swallow The Sun) i do tej chwili czytający opis mógłby powiedzieć "no dobra, to typowy opis atmospheric doom metalu ale gdzie tu wspomniany wyżej funeral doom metal?"... i właśnie tutaj sprawa się komplikuje gdyż te łagodne cleany to tylko połowa wokali występujących na ich albumach a drugą połowę stanowią bardzo niskie, wolne i głębokie growle, które to przy dość lekko grających instrumentach wydają się być wyjątkowo ciężkie i miażdżące brutalnością. Kto czytał mój zeszłoroczny ranking ten pewnie zauważył, że ten opis pochodzi stamtąd i dotyczył ich poprzedniego krążka Durere a skopiowałem go tu z prostego powodu: Clouds od swojego początku trzyma się swojego stylu a poziom ulega niewielkim wahaniom, pozostając w okolicy ocen siedem i osiem więc nie było sensu pisać od nowa praktycznie tego samego, tylko z użyciem innych słów. Despărțire jest bezpośrednią kontynuacją Durere jednak zaszły dwie zmiany: odeszła od nich Irina Movileanu, która odpowiadała za skrzypce oraz "wokal" a raczej głos używany jako instrument czyli zamiast słów jedynie zawodziła i pojękiwała w tle więc tym razem zabrakło jej głosu, za to zamiast niej zatrudniono flecistę, natomiast druga zmiana dotyczy czystego wokalu i jak wcześniej cleany kojarzyły mi się tu głównie ze Swallow The Sun to tym razem miejscami wyczuwam podobieństwo do tych z My Dying Bride.
https://www.youtube.com/w...=CloudsOfficial

Ice Nine Kills "The Silver Scream 2: Welcome To Horrorwood" (8/10)
Szósta płyta zespołu pochodzącego z USA. Przypominają mi Motionless in White i podobnie jak oni eksperymentują z brzmieniem, łącząc ze sobą elementy różnych gatunków: zaczynali od mieszanki alternatywnego rocka, pop punku i ska punku po czym zrobili sobie cztery lata przerwy po której wrócili jako kapela łącząca post-hardcore, metalcore i alternative metal po czym, przy okazji poprzedniego albumu to metalcore wybił się na pierwszy plan. W 2018 roku wydali The Silver Scream będące albumem koncepcyjnym z tematyką obracającą się wokół horrorów, slasherów i thrillerów przy czym każdy utwór był poświęcony innemu, konkretnemu filmowi. Pomysł tak się spodobał muzykom jak i pewnie fanom, że postanowiono w tym roku wydać kontynuację mającą początkowo nosić nazwę Welcome To Horrorwood: The Silver Screams 2 po czym jednak zmienili ją na brzmiącą bardziej filmowo The Silver Scream 2: Welcome To Horrorwood (co wywołało małe zamieszanie gdyż teraz w różnych miejscach w necie można się spotkać zarówno z pierwotną jak i aktualną nazwą). Ten kto słyszał pierwszą część, raczej nie będzie na drugiej niczym zaskoczony, przy czym tym razem w ich muzyce pojawiło się dość sporo wpływów deathcore'u sprawiając tym samym, że płyta charakteryzuje się sporymi różnicami w ciężarze. Oprócz wyraźnie zauważalnego deathcore'u można tu również uświadczyć odrobiny mathcore'u, metalu symfonicznego czy industrial metalu co czyni nówkę najbardziej zróżnicowaną w dyskografii.
https://www.youtube.com/w...el=IceNineKills
https://www.youtube.com/w...el=IceNineKills

Lutharo "Hiraeth" (9/10)
Debiutancki album kanadyjskiego zespołu wykonującego melodic death metal przy czym od razu da się zauważyć, że mocno inspirują się swoimi rodakami z The Agonist co da się wyłapać po brzmieniu, formach wokalnych (growle, screamy i czyste wokale), sposobie śpiewania a nawet image'u (poza tym ich debiutancki album wyszedł w dniu w którym The Agonist wypuściło swoją EPkę). Mimo wszystko w żadnym razie nie można ich nazwać jakimś klonem gdyż mają swój styl a podobieństwo bardziej jest zaletą niż wadą, poza tym w odróżnieniu od swoich rodaków, w swojej muzyce bardzo często stosują też thrash metalowe riffy a oprócz czystych wokali kojarzących się z Vicky Psarakis, sporo też u nich takich wysokich, heavy metalowych. Generalnie muzykę na debiucie Lutharo można opisać jako szybką, energiczną, różnorodną, chwytliwą i łączącą elementy nowoczesnego oraz klasycznego metalu a przy tym stojącą na bardzo wysokim poziomie.
https://www.youtube.com/w...LutharoOfficial

The Agonist "Days Before the World Wept" (7/10)
Kanadyjski zespół wykonujący początkowo (pierwsze trzy płyty z Alissą White-Gluz na wokalu) metalcore z pewnymi elementami deathcore a następnie (kolejne trzy płyty z Vicky Psarakis) melodic death metal połączony z progressive metalcorem. Tym razem jednak, po wielu latach na scenie postanowili wypuścić swoją pierwszą EPkę przy czym muzyka na niej zawarta nieco się różni od tego co zaprezentowali na wydanej w 2019 roku Orphans. Przede wszystkim więcej tutaj eksperymentowania i tak można tu znaleźć np. elementy symphonic black metalu (głównie w Remnants in Time) czy death metalu (głównie w Immaculate Deception). Wystarczy chwilę posłuchać chociażby singlowego Remnants in Time by zauważyć, że Vicky cały czas stara się usprawniać swój wokal dzięki czemu jej cleany są ładniejsze, screamy brzmią jeszcze lepiej i różnorodniej a growle nabrały dodatkowej mocy. Dałbym wyższą ocenę jednak trzeci i czwarty utwór są zauważalnie gorsze od reszty a EPkowa długość pozostawia niedosyt.
https://www.youtube.com/w...l=NapalmRecords

Trivium "In The Court of the Dragon" (7/10)
Dziesiąta płyta amerykańskiego zespołu, który generalnie wykonuje dość lekki i melodyjny thrash metal jednak mają w zwyczaju łączyć go z innymi gatunkami takimi jak metalcore, heavy metal czy alternative metal. Na ostatnich płytach przeważał ten ostatni ale tym razem, po raz pierwszy od wydanego w 2005 roku Ascendancy zdecydowanie dominuje metalcore, mało tego, jest go nawet więcej niż thrash metalu. Oznacza to, że można tu usłyszeć dużo charakterystycznych, szybkich, melodyjnych, dosyć prostych riffów przechodzących dosyć często w bardziej skomplikowane thrashowe lub w solówki, a co do wokalu to tradycyjnie znajdziemy tutaj screamy oraz bardzo chwytliwy czysty wokal. Kto zna Trivium ten nie będzie zaskoczony ani brzmieniem ani poziomem, to jeden z tych zespołów na które można liczyć, że wydadzą coś może nie wyjątkowego (choć trzy ich albumy: Ascendancy, Shogun oraz In Waves są bardzo dobre i naprawdę warto je znać) ale na pewno trzymającego dobry poziom i miłego dla ucha.
https://www.youtube.com/w...channel=Trivium
_________________

  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

 

Czy wiesz, że...